Pobudka szybkie śniadania i bus do portu. Rejs był OK, dwupoziomowy stateczek, około 30 osób na pokładzie, górny pokład widokowy bez dachu. Oprócz widoków podczas pływania pomiędzy skałami i dość dobrego obiadu w pakiecie są jeszcze trzy atrakcje: godzina na kajaku, chwila na pływanie/nurkowania przy jednej z wysepek i wyspa małp, z duża plażą, barem, małpami podchodzącymi do ludzi oraz punktem widokowym, którego zdobcie jest lekkim wyzwaniem.
Kajaki dwuosobowe, już się cieszyłem, że popływam sam ale dostałem do pary dziewcznę z obsługi rejsu. Dwie dziewczyny zatrzymały się na Cat Ba na 5 tygodni, opiekują sie grupami na rejsach, praca 6 dni w tygodni. Zarabiają mniej więcej na utrzymanie, dziś to ich ostatni rejs, pożegnanie z zatoką. Kajakowanie urozmaiconą trasą, kilka razy płyniemy tunelem pod skałami, między drzewami na skałach schodzących do morza wypatrzeć można dwa gatunki małp.
Nurkowanie z maską i rurką, pod wodą szaro. Przy odrobinie cierpliwości, można wypatrzeć jakieś ryby a między kamieniami kraby. Punkt widokowy na wyspie małp zdobyty boso, przewodnik odradza wchodzenie w klapkach a innych butów nie miałem. Skały ostre, trzeba było uważać.
Przed 17-tą już byliśmy w miasteczku, akurat na zachód słońca, tym razem punkt widokowy w mieście, w drodze na 3 plaże. Całkiem przyjemnie i jeszcze przejście na pierwsza plażę, na drugiej i trzeciej stoję wielkie dzwigi, nie zbyt przyjemny widok do wypoczynku. Po drodze konsulat Czech, pod palmami przy samej plaży...dobrze potrafią się użądzić Ci nasi południowi sąsiedzi.
To dopiero początek długiego wieczoru, jeszcze kolacja zupa pho w stylu Cat Ba a na zakąskę pierogi smażone na głębokim oleju podebrane obsłudze (zapytałem czy można tu takie zamówić, poczęstowali mnie). Później spacer, wąskie przejście między domami, zewsząd słychać muzykę. Pierwszy pokój w prawie każdym domu to wielki salon z telewizorem i dużym oknem, wieczorami siedzą tam sobie całe rodziny, czesto oglądają prokramy muzyczne albo z mikrofonwe w dłoni śpiewaja sobie karaoke.
Znalazłem w końcu dzielnicę z tanim piwem i barami krewetkowymi, ale po obfitej kolacji nie chciało mi się już pić ani jeść, będzie do czego wracać. Po drodze w knajpkach widziałem jeszcze dziewczyny z rejsu na pożegnalnej kolacji i ekipę francuzów, przy jednym stole jedliśmy obiad na statku.
Trzeba iść spać, jutro o 7:00 bus do Hanoi.